Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konkursy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konkursy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2013

Spis zdarzeń niezwykłych.

Witam Wszystkich Zewsząd.


- A kiedy przyjdzie ta miła pani, która siedziała ze mną na podłodze? - Zapytał Jasiek i tęsknie spojrzał na drzwi. - Przyniosła mi takie coś, takie pyszne coś... - koci język odruchowo omiótł pyszczek i na koniec mlasnął ze smakiem. - No to kiedy przyjdzie?
- No raczej nieprędko, Jaśku. Ta miła pani mieszka dość daleko i przyjechała tylko na chwilkę w odwiedziny.
- Uuuuu, daleko... - zafrasował się kocio - a taka fajna pani i po brzuszku umie mnie głaskać i jeszcze mam od niej takie kolorowe cukierki, jesteś pewna, że dziś nie przyjdzie? Bo gdyby jednak przyszła, to mogę jej dać trochę sznurka i ewentualnie.... jeden korek, bo mam trzy.
- O matko! Jaki altruista! Jasiek, nie poznaję cię, kocie - roześmiałam się na myśl o tym, jak mój domowy zbieracz przydasi, dzieli się swoimi skarbami bez mrugnięcia okiem.
- Oj tam, oj tam - Jasiek udawał, ze nie słyszy moich złośliwości i sapiąc niemiłosiernie upychał cukierkową zabawkę w oparcie fotela. Trzy inne wybebeszone i obślinione znalazły schronienie pod lodówką. Reszta nie znała jeszcze swojego losu.
- Jak je wszystkie zepsujesz, to czym się będziesz bawił? - zaciekawiłam się patrząc na resztki sznureczka wystającego z mebla.
- Uhhh - zezłościł się Jasiek - ja ich wcale nie psuję, tylko chowam na potem, skoro ta pani mieszka tak daleko....




W sumie, kot ma rację. Zamyśliłam się i też postanowiłam schować swoje prezenty na potem, żeby się nimi cieszyć jak najdłużej. Bo wprawdzie nie siedziałyśmy na podłodze i nie głaskałyśmy się po brzuchu, aczkolwiek nie wykluczam takiej możliwości następnym razem:))), ale uściskom i serdecznościom końca nie było. To nadzwyczajna wizyta :))))

Bezcenne skarby od Magdy :))

Prześliczny hafcik, z myślą o mnie robiony:))

Bo Madzia (Jenouvelle) TUTAJ już taka jest, że bez serdecznych uścisków nie da rady. Fantastyczna, serdeczna i pełna ciepła, wypełniła mój dom uśmiechem i radością tak szczerą i wszechogarniającą, że mimo upływu czasu, ta wspaniała aura wciąż tu jest obecna. Nie dziwię się Jaśkowi, bo i ja mam jeszcze w ustach smak amoniakowych ciasteczek Madzi, po których już śladu nie ma. Mam też wspomnienia z naszego pobytu u gościnnej Blue ( Biel z odrobiną błękitu) TUTAJ i wspólnych łowów w tych dziwnych sklepach, z których się targa do domu rzeczy, nie tyleż dziwne, co absolutnie potrzebne, a wręcz  niezbędne:)) Są tak niezwykłe, ze doczekają się oddzielnego posta.
A ile miałyśmy przy tych zakupach zabawy i frajdy, to nasze:)))
Madzia odjechała z niedomkniętą walizką, z której wystawały nieporęczne fragmenty nabytych skarbów, a Iwonka i ja zostałyśmy same, w przekonaniu, że to dopiero początek wspaniałej znajomości w realu, a ciąg dalszy nastąpi, wcześniej niż nam się zdaje :))
- No widzisz, Jaśku, nie tylko tobie tęskni się za tą miłą panią. Chodź, kocie, dostaniesz swój smakołyk od Jenouvelle, bo go dla ciebie przechowałam ....
- Wiedziałem, wiedziałem, że wszystkiego nie zjadłem!. - Jasiek pognał do kuchni i usiadł wyczekująco przy miseczce.
- Nie mogłam ci dać wszystkiego na raz, obżarciuchu - perswadowałam - no poczekaj, chwila....Jaaaaaaaaaaasiek!
Musiałam się bardzo spinać, żeby uratować Jaśkowe przysmaki i dać kotu szansę cieszenia się nimi dłużej.
Dziękuję Ci Magdo za ten wspólny czas, ciepły i przytulny mentalnie mimo wrześniowego chłodu. Dziękuję, Iwonko, za Twoją bezgraniczną życzliwość i cierpliwość wielką. Dziękuję Wam bardzo!!!!

- Jasiek! Zostaw ten papier! - Musiałam przerwać pisanie, bo kocur widząc, że na przysmaki od Magdy nie ma już co liczyć, dorwał się do przesyłki od Ani "Mój dom moja przystań". TUTAJ
- Co zostaw, dostałaś paczuszkę i nie otwierasz, a tam coś pachnie kociego. No otwieraj, bo sam to zrobię - zagroził Jasiek i zaczął groźbę wprowadzać w czyn.
-  No przestań, człowiek nie może się delektować niespodzianką, bo ma w domu kota terrorystę - marudziłam, ale tylko pro forma, bo sama nie mogłam wytrzymać z ciekawości.



No tak. To powinno być surowo karane! :))) Ania swojego czasu wygrała Jaśkowy konkurs i wysłałam jej nagrodę. I tu się wszystko zgadza. Ja jednak żadnego konkursu u Ani nie wygrałam, a zawartość przesyłki przeczyła tej oczywistej oczywistości.
Więc krzyczę na Anię, ze dusić ją będę w uściskach, za takie pomysły i ściskać przy okazji z radości niespodziewanej, jaką mi zgotowała.

Jasiek porwał swoją część prezentu i jeszcze zakosił mi aniołki, których nie ma na zdjęciu, bo je później, z trudem niemałym, odzyskałam.
A reszta cudów od "niesfornej" Ani wygląda tak:

Że wymienię : zestaw zapachowy (drzewo sandałowe), długa serwetka bieżnik z piękną koronką, fantastyczne serduszka i aniołki robione przez Anię, cudne tagi, także przez nią poczynione, zielona sercowa plecionka, przepiękne serwetki, a dalej zawinięta w haftowaną chusteczkę, hiacyntowa cebulka i do tego wszystkiego  liścik cudnej treści, własną ręką przez Anię napisany.  No i jak tej Ani nie dusić?!!!
Aneczko, bardzo Ci dziękuję, a duszenie i tak masz jak w banku:))) Wiem , wiem, kochasz dawać tak samo jak dostawać:)))
Jasiek poszedł w końcu spać na  szafę, przytulając łapką swoje skarby, a i ja skończywszy mój spis zdarzeń niezwykłych, powinnam iść odpocząć, bo wrażeń moc, a ja muszę sobie dawkować, żeby od tych pozytywnych emocji nie zwariować czasem:))))
To pa....






czwartek, 1 sierpnia 2013

No i po zabawie, czyli aneks do "Pomysłu Jaśka"

Witam Wszystkich Zewsząd


Kochane

Nie muszę Wam mówić, jaką awanturę zrobił mi Jasiek, kiedy się okazało, że konkursowej zabawki z nr 5 nikt nie może znaleźć, bo jej na blogu zwyczajnie nie ma....buuuuuuuuuuu
Przeszukałam całego bloga i na dodatek bloga ofiarodawczyni i nic nie znalazłszy, doszłam do wniosku, ze pora umierać. Może bym i tak zrobiła, ale Jasiek siedzi mi na głowie i wrzeszczy, żebym natychmiast wszystko wyjaśniła.Uhhh
No to wyjaśniam. Zdjęcie wcięło i nie zanosi się, że się znajdzie. Jedynie Agneska mogła tu pomóc, bo to od niej prezent (śliczny ptaszorek na sznureczku). No cóż, trzeba grać uczciwie. Przepraszam z całego serca.
W tej sytuacji nr 5 wypada z gry, a nagrodę zdobywa Ania z  bloga Mój Dom Moja Przystań, która nie tyle jako pierwsza, ale jako jedyna poprawnie wypisała nicki i nazwy wszystkich blogów, skąd pochodziły zabawki Jasia.
Aniu, gratuluję Ci serdecznie, a niespodziankę wyślę, jak mi tylko napiszesz, dokąd ją słać:))))
Dziewczynom, które podjęły wyzwanie bardzo dziękuję, (zwłaszcza za zabawne komentarze), były tuż tuż ... :))
A miało być tak pięknie..... ehhh

Myślę sobie, ze jeśli jednak uśmiechałyście się choć przez chwilę do pewnego pomysłowego kota i niekoniecznie myślącej jego pani, to warto było:))))

Buziaki przepraszające dla Wszystkich Zewsząd :))))))))))

P.S. Tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi, a  wiedzieć by zapragnęli, odsyłam do poprzedniego posta:)))

Pomysł Jaśka :))

Witam Wszystkich Zewsząd


A wszystko przez Chenię :))))

Potajemnie i skrycie oraz znienacka i podstępnie obdarowała mnie ta "okropna" Chenia skarbami cudnymi w postaci : prześlicznej, bieluchnej karteczki, genialnie wyhaftowanych (na lnie!!!!) woreczków z inicjałem i....uwaga, uwaga...buteleczki z eliksirem naszych marzeń, czyli ....Citra Solv!!!!! Z długotrwałego szoku wyprowadził mnie dopiero Jasiek, któremu dostała się rewelacyjna szydełkowa mysz! No czyż ta Chenia nie jest "okropna" i kochana?! Cheniutku, niespodzianka była niesamowita! Dziękuję Ci bardzo, bardzo!!!



A potem to już straciłam kontrolę, bo...

- O Matko! Jasiek, co ty wyprawiasz?!?! - spojrzałam z przerażeniem na mojego kota, który trzymał w łapkach prezent i zaśmiewał się do rozpuku, co w kocim wydaniu budziło co najmniej grozę, nie mówiąc już o przemożnej chęci natychmiastowego wezwania kociego psychiatry.
- A ha ha, he,he... - rechotało bez opanowania kocisko, więc szybko sprawdziłam , czy butelka z bezcennym preparatem jest zamknięta, bo innego wytłumaczenia tego zachowania, nijak znaleźć nie mogłam. Nic, tylko się kocio napił Citra Solv i oszalał!- O matko! Jasieeeeeeeeeek!
- No co? - Kot w jednej chwili spoważniał. - O co chodzi? Ucieszyć się nie wolno?
- Wolno, ale ty mnie, kurczę, nie strasz - odetchnęłam, bo buteleczka była jednak szczelnie zamknięta - Odbiło ci, czy jak?
- Nic mi nie odbiło, przecież ja mysz dostałem, a nie piłkę - rezolutnie odparował Jasiek - na pomysł wpadłem i tyle.
- Ty i te twoje pomysły, zawału można dostać - próbowałam mówić w miarę spokojnie, odkładając ciśnieniomierz, którym stan swego zdrowia po tych atrakcjach, sprawdzić zamierzałam. - Jaki znowu pomysł?
- Fantastyczny!
- Taaa, zapewne - mruknęłam niepewnie, bo Jasiek biegał po całym domu i znosił na stół wszystkie swoje zabawki.
- Ogłoszę konkurs z nagrodą! - obwieścił zasapany, taszcząc ostatnią maskotkę.
- Słucham?!? - Określenie "zdębiałam" pasowało mi tu najlepiej.
- No taką zgaduj zgadulę, czyja mysz jest od kogo, a ty wymyślisz nagrodę, Fajnie wykombinowałem?
O matko! Tyle kotów było w schronisku, że też akurat musiałam ulec niebieskim oczętom tego pomyleńca! Co mnie podkusiło? Jakiś urok rzucił, czy co? Nie inaczej, tylko urok, albo może i klątwę  jaką...
- No i co ja mam z tobą zrobić? - zapytałam, odrzucając myśl o duszeniu albo ewentualnym podtopieniu sierściucha.
- Ze mną? Ze mną nic, z myszami coś zrób. - niebieskie oczy przepełniała niewinność w tak czystej postaci, że zaniechawszy morderczych zamiarów, wywiesiłam białą flagę.
- Ehh, rozumiem, że mam je ponumerować?
- No właśnie, właśnie i zdjęcia zrób, a kto pierwszy zgadnie, ten wygra - zaaferowany Jasiek układał na stole swoją kolekcję, więc nie pozostało mi nic innego, tylko sięgnąć po aparat...
- A regulamin?- przypomniałam kotu, pstrykajac kolejną fotkę.
- Jaki regulamin? - Jasiek znieruchomiał na chwilę, po czym machnął ogonem. - Wiadomo. - Oświadczył.  - Przede wszystkim nie wolno podpowiadać i przyznawać się do swoich podarunków. A kto pierwszy poda prawidłowo wszystkie nazwy blogów i imiona ofiarodawców ten wygrywa i już. 
- Ale mi regulamin - powątpiewałam - to trzeba jakoś w punktach i czytelnie - pouczyłam przemądrzałego organizatora zabawy.
- No to się napisze - bezczelnie zawyrokował Jasiek i wyrównał wystającą z szeregu myszkę.
- Uhmm , to znaczy ja napiszę - przewidująco stwierdziłam fakt - a ty się będziesz dobrze bawił...
- A ty nie?
No i to pytanie załatwiło mnie na cacy. Matko! Przecież to świetna zabawa i pomysł przedni, to o co się właściwie wściekam? Że nie mój?!
- Tak jest, Panie Janie ! - Niemal zasalutowałam kotu, porzucając wszelkie dywagacje nad wyższością Jaśkowego rozumu nad moim własnym. - Nie ma sprawy, bawimy się!

JAŚKOWA ZGADUJ ZGADULA



Regulamin:))

Wszystkie zabawki dostał Jaś od Was.
Każda jest opisana wraz z fotką na moim blogu. (szukanie to bułka z masłem, od czego są etykiety:)) )
Wystarczy w komentarzu do odpowiedniego numerka dopisać nick ofiarodawcy i nazwę jego bloga.
Jako przykład niech posłuży mysz z dzisiejszego postu :
nr 6 - Chenia "Uroczy detal"
 Do odgadnięcia pozostało jeszcze 5 upominków :))
Nie wolno w dodatkowych komentarzach ujawniać swoich własnych podarunków,czyli podpowiadać:))
 Nagrodę niespodziankę otrzyma pierwsza osoba, która poda wszystkie dobre odpowiedzi.
Zabawa kończy się, gdy padnie prawidłowa odpowiedź, a jak nie padnie do 10 sierpnia, nagrodę bierze Jasiek:)))
 W konkursie mogą brać udział wszyscy (ofiarodawcy takoż).
 Anonimowych proszę o podpis i maila.
Poniżej lista ponumerowanych podarunków (dla utrudnienia kolejność przypadkowa :)))).





















Fajnej zabawy życzy pomysłodawca i organizator konkursu




Powodzenia w zgadywaniu życzy sponsor nagrody, czyli
Wasza Snow:)))

Buziaki!

środa, 12 czerwca 2013

A - jak artystyczny nieład i P. :))

Witam Wszystkich Zewsząd.



To będzie bałaganiarski post:))

Najpierw musiałam się rozmówić z Jaśkiem w pewnej bardzo ważnej kwestii.

- Jasiu, nie jesteś ciekaw wyników konkursu u Jasnej? - zapytałam ostrożnie kota.
- Eeee, nieee, no widziałem, ze masz drugie miejsce - Jasiek szykował się do skoku na szafę, gdzie m. postawił stary koszyk, przeznaczony do wywiezienia na działkę.
- No mam - powiedziałam z dumą - dziewczyny się spisały, jesteśmy punkt wyżej, niż poprzednio....
- Tak, tak - kot wcale mnie nie słuchał, tylko dalej odmierzał odległość do upragnionego celu.
- No wiesz, ale to się wiąże z nagrodą - nie dawałam za wygraną, obserwując poczynania kociej kluski.
- Jump! - Jasiek wskoczył na szafę i teraz mogłam rozmawiać z koszykiem.
- Nie martwisz się? - zdziwiłam się kocią obojętnością.
- Ale czym? - zapytał koszyk - dostaniesz fajną koszulkę z napisem "Bawię się z kotem" i jakiś breloczek, czy coś tam... - wiklina skrzypiała, bo Jasiek wyraźnie układał się do drzemki
- Nie jakiś breloczek, tylko symboliczny, do kluczy od domu Krysi. Pojadę do Elbląga.



- Co takiego?!?!?
Jasiek wychynął z koszyka, (aż się Bono na plakacie przestraszył) i spojrzał  na mnie z góry, a w kocich oczach widziałam niedowierzanie i gniew.
- Oszukałaś mnie - zawarczał po psiemu -  mówiłaś, że się nie uda - prychał zły jak osa - że tylko pierwsze miejsce jedzie....
- Jasieczku, nie złość się - prosząco zadarłam głowę do góry - nie doczytałam regulaminu, trzy pierwsze miejsca dostały zaproszenie...
- Z tobą tak zawsze. A jedź sobie i możesz nie wracać wcale! - Jasiek schował głowę i znieruchomiał obrażony na dobre.
Nie muszę Wam mówić, ile czasu mi zajęło wywlekanie nadętego kocura z koszyka, ugłaskiwanie go i przekonywanie, że ta podróż to jeszcze nie teraz i że nawet nie zauważy, kiedy czas rozłąki minie.... i tak dalej ..i tak dalej... . Ufff.. ciężka przeprawa.. W końcu, dał się przeprosić z niemałą pomocą Jutkowej myszki, którą uwielbia i która jest na wszelkie troski najlepszym lekarstwem:))


Elbląg w perspektywie, a póki co, degrengolada w rękoczynach:))
Pora deszczowa tak mnie wybiła z rytmu, że wyglądając słońca,  w blokach startowych do wyjazdu w leśne ostępy, zajmowałam się wszystkim i niczym.
Literkę "A" machnęłam w czasie kolejnej burzy, a różyczkę "ukradzioną" za zgodą  Bożenas ( dziękuję za pozwolenie odgapienia, Kochana), podczas następnej...
Nie miałam do niej takiej ślicznej ramki, więc chwilowo tkwi w tamborku:)). Kolorki też trochę inne, ale w te ulewy nie chciało mi się gnać do pasmanterii :)))


I to właściwie wszystko, reszta zamknęła się w łażeniu z kąta w kąt....ehhh
Ale już wystarczy. Świeci słońce, biorę Jaśka pod pachę i jadę.....:)))
No, a żeby artystycznie dopełnić tego pobałaganionego posta, zostawiam Wam tekst, który niedawno odnalazłam w starych plikach.
Jest to ćwiczenie słownikowe, które popełniłam kilka lat temu w amoku radosnej twórczości własnej:))
Treść mogła być dowolna, ale każdy wyraz musiał być na literę "p" :)))
Miłej zabawy przy czytaniu, bo ja pisząc to, bawiłam się świetnie:)))


PRZEDSIĘWZIĘCIE

Poranek, przesycony powietrzem przesiąkniętym posmakiem piołunu, przemijał powolnie.
- Przespałam porę pobudki!
Puszysty puch pierzastego ptactwa, przemykajacego przez podwórze, potajemnie posklejał podpuchnięte powieki, pieczołowicie przesłaniając panoramę przestrzeni podwórka.
Przesunęłam palcami po powierzchni powiek - połaskotało.
Przetarłam ponownie - pomogło.
Przebudzona, przejrzałam.
Po przedpokoju postukiwał protezą pradziadek, pianissimo pobrzękiwały pszczoły, przeważnie potulny pies, powarkiwał, pochłonięty przeganianiem pcheł. Przyczajony pająk przygotowywał precyzyjną plecionkę.
Pod powałą ptaszki piskliwie prowokowały przelatującą pliszkę, prosząc pokarmu.
Pożegnawszy pielesze, postękując, poskładałam pomiętą pościel.
Przelotnie pomachałam pradziadkowi, podśpiewującemu partyzancką piosenkę, pogłaskałam pokąsanego przez pchły psa.
Po pierwszym posiłku poszukałam przyczyny przedpołudniowego przygnębienia.
- Prawdę powiedziawszy, przesadziłam. Powinnam przemyśleć pewne posunięcia - pomyślałam przyklepując plastrem porannego pryszcza.
- Powinnam powiedzieć przykrą prawdę prosto, precyzyjnie, po polsku : "przepraszam, polegnę".-
Przegapiłam. Priorytetowe postanowienie przepadło. Powinnam przekalkulować, poczekać, przeanalizować przesłanki, pogadać, powalczyć....
Przegrałam, próbując przełamać paskudną passę, prawdopodobnie pośpiesznie, pochopnie przewidując pozytywną pointę, pozornie prostego przedsięwzięcia.
Posmutniawszy, podpaliłam piątego papierosa, popijając przeterminowaną pinacoladę. Przełykając, poplułam pianką podstawek.
- Po prostu przechlapane! -
Popielata przepiórka prowadziła po piasku piegowate potomstwo. Przezornie popatrując ponad pisklęta, pozwalała przeszukiwać, pełne porozsypywanej pszenicy, podwórze.
Płatki prymulki podfruwały, przypominając polatujące piórka porozpruwanej poduszki.
Podłogę przedpokoju powściągliwie przemierzała para (prawie pięknych) pędraków.
- Południe. Pora popracować - pomyślałam ponuro, prostując plecy.
Podejrzliwie popatrzyłam po pomieszczeniach.
- Paskudna perspektywa - prychnęłam podłamana - pech przeraźliwy - podrapałam paznokciem poplamioną płynem podkładkę.
Przedmioty porozstawiane przy palenisku, przerażały pustką. Przymus podjęcia przyrzeczonego przedsięwzięcia, podle przytłaczał.
Późna pora przekreślała prawidłowość przebiegu procesu przygotowań.
- Porażka! Potrzebuję pomocy!
Podenerwowana perspektywą pogardliwych przytyków ( przybyłych prawdopodobnie przedwcześnie) przyjaciół, piekielnie podminowana, podskoczyłam prztupując.
- Psiakrew! Przecież potrafię przyrządzić pomidorową!!!!

 
-----------------------------------------------------------------------------

Pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd niezwykle serdecznie i jeszcze raz dziękuję za głosy w sondzie konkursowej!
Brujita! Karteczka od Ciebie "Dobrze, ze jesteś" TUTAJ  cudna! Jesteś bardzo kochana!
Lecę do lasu! Buziaki! :))))))))))
 





poniedziałek, 3 czerwca 2013

Prywata i fotel Jaśka:))

Witam Wszystkich Zewsząd



- Jasiu, kliknąłeś na zdjęcie Seana i Sugara? Bo mnie nie wypada, ja głosowałam na inną fotkę....
- A co? Znowu jakiś konkurs? Dawaj klikam. - Jasiek bez zastanowienia wcisnął enter, po czym przytomnie zapytał
- A co jest do wygrania?
- No, hmm, jakby ci tu powiedzieć - plątałam się w zeznaniach -..... ten, no...tygodniowy wyjazd do Elbląga w gościnne progi Krysi (Jasna 8)...
- Aaaaaaaaa!!!! - wrzasnął uzasadnienie Jasiek - to po co mi kazałaś głosować?!?  Na cały tydzień do...Elbląga? Ja nawet nie wiem, gdzie to jest!!!!
- No dość daleko - przyznałam ze skruchą, że tak perfidnie podeszłam kota.
- Nie ma mowy - nastroszył się Jasiek - ja tu nie będę siedział sam, wykluczone!
- Oj, kocie, to tylko tydzień, posiedzisz sobie z pańciem  , szybko ci zleci... - perswadowałam, ale robiło mi się coraz bardziej głupio.
- Nie i już. - kocio obraził się na dobre.
- O matko! Co ja z tobą mam - westchnęłam i wzięłam nadętą kluskę na kolana. - No już nie płacz, nie mam szans na główną nagrodę, konkurencja jest ogromna. Tak ci tylko dokuczam... na wszelki wypadek....
- Akurat. Wypadki chodzą po kotach, a jak ci się uda? - W oczach Jasia błysnęła iskierka nadziei, że jednak może  nie ...
- To wtedy będziemy się martwić - powiedziałam głośno, a w duchu dodałam " chyba cieszyć".
- A fajny chociaż ten cały Elbląg? - Jasiek próbował być miły.
- Oj całkiem fajny. Kiedyś, dawno kończyłam tam spływ kajakowy, mam wspaniałe wspomnienia...
- No to poproś Wszystkich Zewsząd, żeby głosowali - zgodził się mój łaskawca i zeskoczył z kolan, burcząc pod wąsem coś, co dziwnie przypominało mi tekst Kłapouchego : " Na pewno się nie uda..."
- No dzięki, Jaśku - chyba było mi trochę mniej głupio, bo wiedziałam, że do żadnego Elbląga się raczej nie wybiorę:)) - poproszę mimo wszystko.

( W tym miejscu proszę o głosy:)))  SONDA

- Jak już pozałatwiałaś swoje sprawy, to przynajmniej pokaż Wszystkim mój nowy fotel. No idziesz? - Jasiek machnął na mnie ogonem i majestatycznie udał się do pokoju kota.
- Idę, Kocie, idę.. - i skruszona powlokłam się za nim, czując, że mu się należy, jak nie przymierzając, psu zupa:)))

Fotel kupiłam w Ikei ponad miesiąc temu, tuż przed przyjazdem hiszpańskiej córeczki, ale Jasiek jest przekonany, że to z myślą o nim, a ja go z błędu nie wyprowadzałam....niech się kocinka cieszy, ze ma nowy mebel w swoim pokoju:))




Spodobał mu się nad wyraz, a i ja byłam kontentna z zakupu ( Cheniu, prawda, ze fajne mamy fotele? :))) )
Któregoś dnia, położyłam na nim świeżo wypraną, stareńką górę od piżamy i już po chwili miałam nową....poszewkę na poduszkę:)))








Bardzo nam się z Jaśkiem całość podoba, a hiszpańska córeczka pytała, czy aby na pewno można na nim siadać:))))





Po fotelu przyszła kolej na... szafy....ale o tym następnym razem :)))

Jak nie przestanie padać, wymienię meble w całej kamienicy!!!! Wrrr....
Buziaki:))

piątek, 25 stycznia 2013

Się porobiło....:))))

Witam Wszystkich Zewsząd.


- No i co? No i jakie wyniki? - Jasiek wiercił się niemiłosiernie przed monitorem i z emocji przybierał dziwne pozycje.
- No poczekaj, daj mi spokojnie kliknąć - z wrażenia nie mogłam trafić myszką tam , gdzie trzeba...
- Już? Już wiesz? - zniecierpliwienie kota sięgnęło zenitu
- Wiem!!!! Hurrra!!! Jesteśmy na pudle!!!
- Wygraliśmy pudło????- Jasiek zamieniony w słup soli,  gapił się na wyniki.
- Jakie pudło? Zdobyliśmy trzecie miejsce, tak się tylko mówi, bo na podium - tłumaczyłam kotu, który prawdopodobnie już miał wizję przesiadywania w kartonie.
- Aaaaa.... - chyba zaczęło docierać- to jak nie pudło, to co? - kocio kompletnie nie ogarniał regulaminu konkursowego.
- Wygraliśmy mysz i kocie języczki - cieszyłam się, choć trochę żałowałam legowiska, z pierwszych dwóch miejsc, które miałam przeznaczyć do schroniska.
- Czyje języczki? Jak to języczki?!? - kocio nastroszył ogon i spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Oj takie czekoladki, głuptasie- uspokoiłam zwierzaka, który sprawdzał właśnie , czy swój język ma na właściwym miejscu.
- Jesteś pewna, że to czekoladki? 
- Jestem, są pyszne, a dla ciebie będzie dłuuuugaśna mysz - uśmiechnęłam się do wciąż zaniepokojonego koteczka.
- Aaa, no jak mysz, to chcę bardzo, a te kocie ...te ...no...te czekoladki to sobie sama jedz. To mówisz, że Sean i Sugar są na pudle? Suuuuuper!



Jasiek na wszelki wypadek jeszcze raz sprawdził, czy jest szczęśliwym posiadaczem własnego języka, a ja rozmyślałam o tym, że dzięki Krysi i takim konkursom, pamięć o żyjących wśród nas, czworonożnych domownikach, przechowa się na długo.
Dziękuję Ci Krysiu za wspaniałą zabawę, a zwycięzcom serdecznie gratuluję:)))
A Wam, KOCHANI, Wszystkim Zewsząd, w imieniu moich Niezapomnianych, Jaśka i swoim dziękuję za wszystkie dowody sympatii w postaci oddanych głosów. Jesteście nadzwyczajni!
A tymczasem laureaci śpią sobie spokojnym snem za Tęczowym Mostem i śnią piękne sny o ludziach, którzy kochają zwierzęta:)))


Jeszcze raz dziękujemy i życzymy Wam wspaniałego weekend'u :)))))

czwartek, 24 stycznia 2013

Podumanka o przyjemnościach z "łapanki" :))

Witam Wszystkich Zewsząd


Przedłużające się niedomaganie i niemożność rękodzielnicza wywołały u mnie taką dozę frustracji i irytacji, że w końcu musiałam coś z "tym" zrobić:))
Leżąc z Jaśkiem na głowie i laptopem na brzuchu, wściekałam się, ze czas bezproduktywnie mija, a razem z nim omijają mnie różniste przyjemności, na przykład te związane z posiadaniem nowych "durnostojek" (ładne słowo z blogowego świata) i innych przedmiotów zbytku (znaczy się, według niektórych racjonalistów, zupełnie zbytecznych), których zakup ma uzasadnienie raczej słabe, ale ileż radości daje:)))
Cóż było robić?
O nieoceniona potęgo zakupów internetowych!
Kiedyś,  to jedynie mleczarz butelkę mleka pod drzwi  mi stawiał, dzwoniąc świtem bladym i cały dom na równe nogi stawiając, gdy pustą wystawić zapomniałam...ehhh kiedy to było..., a dziś? Kilka kliknięć i kurier z paczką pod pachą u wrót staje, a ty masz świadomość, że zasada "mówisz (czytaj klikasz) - masz" funkcjonuje bez zarzutu:))
I tak oto, w prosty sposób, pozycji horyzontalnej nie zmieniając, bo m. kuriera przyjął , stałam się posiadaczką, wymarzonych od dawna, podkładek korkowych na stół kuchenny, firmy Pimpernel z serii winnice :))
Jasiek też chyba cierpiał z powodu braku nowości w domu, bo ucieszył się nad wyraz:)))





Radości wystarczyło mi na kilka kolejnych dni leżenia, ale potrzeby posiadania nowych przedmiotów do końca nie zaspokoiłam ( na to jest chyba jakaś jednostka chorobowa? ), tedy przy pierwszym wyjściu z domu na zaśnieżony świat zewnętrzny, na poszukiwanie łupów się udałam.
Najpierw złapałam się na tym, ze stoję jak wryta przed podpórką do książek w stylu art deco. A potem złapałam rzeczoną podpórkę, ciesząc się, że zdekompletowaną będąc, ceną też miała niekompletną, a co za tym idzie, okazję złapałam, jak nic!!! :)))




Od razu mi się polepszyło!!!!
I nie myślcie, że na tym koniec :)) Kolejny dzień zaowocował łapaniem okazji w SH, ale o tym następnym razem:))
Podreperowana psychicznie i najwyraźniej uszczęśliwiona chciałam Wam podziękować za głosy na Sean'a i Sugar'a, bo dotychczasowe wyniki sondy przeszły moje najśmielsze oczekiwania:)) A wyścig trwa:))

 GŁOSOWANIE

Dziś ostatni dzień zmagań, a Jasiek wciąż siedzi przed monitorem i każdy nowy głos wita nieopanowanym wrzaskiem  radości. Nawet się zastanawiałam przez chwilę, czy nie zrobić z niego drugiej podpórki do książek, ale kolor mi nie konweniuje:)))
Pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd bardzo ciepło, przypominając przy okazji o moim skrzydlatym candy, na które serdecznie zapraszam:))
TUTAJ
P.S. W czasie wyprawy po łupy, mogłam jeszcze popodziwiać zimowe dekoracje na mojej ukochanej Piotrkowskiej. Pewnie znikną razem z nieuniknioną odwilżą:))
Zdjęcie zapożyczyłam oczywiście z sieci (ze stronki Moje miasto), bo mój aparat został w domu:))

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Koci ogon i sonda.

Witam Wszystkich Zewsząd.


- Jasiu, o co chodzi z tym ogonem? - Moje pytanie było całkiem uzasadnione, bo Jasiek od piętnastu minut tarmosił swoje futrzane wykończenie podgryzając je i liżąc na przemian.
-  Nudzę się - odpowiedź była krótka i treściwa, a czubek ogona znowu powędrował do kociego pyszczka.
-  Aaaa, nudzisz się - w tym miejscu zafrasowałam się wielce, bo rzeczywiście zaniedbałam zabawy z kotem, większą część dnia spędzając w łóżku.
- No właśnie. Straszne nudy i nic się nie dzieje, a ty leżysz i czytasz i znowu leżysz, a potem śpisz na leżąco, zupełnie jak mój sznurek pod fotelem - kocio sprecyzował swoje żale nie wypuszczając ogona z pazurków. - To co ja mam robić?
- No przecież chora jestem - broniłam swojej horyzontalnej pozycji - a jak się jest chorym, to się leży.
- A długo tak jeszcze będziesz?- Jasiek wciąż trzymał koniec ogona w odwodzie.


- No właściwie.... hmm...eeee... - dukałam, nie wiedząc, co odpowiedzieć, aż w końcu podjęłam decyzję - dobra, Kocie, dosyć leżenia - po czym śmiało wystawiłam prawą nogę spod kołdry, a za nią wywlokłam z łóżka całą resztę.
- Wstajesz?!- Jasiek zostawił w spokoju obśliniony ogon i patrzył na mnie wyczekująco.
-  Zdecydowanie tak - pewność z jaką wypowiedziałam te słowa, zadziwiła niepomiernie mnie samą, ale na zmianę decyzji było za późno. Kocio siedział na stole i wyraźnie czekał na dalszy ciąg.
-  Dziś jest poniedziałek, Krysia uruchomiła sondę do głosowania, chodź wybierzemy zdjęcie do posta i pooglądamy fotki o przyjaźni psa z kotem, a potem.....potem się zobaczy.
-  Ja wybieram! Ja! - Jasiek wsadził głowę w monitor i jeśli się nie mylę, cicho gwizdnął.



- Fiuuuuuuuuuu, ale fajne fotki! Mam, mam faworyta! - I nim się połapałam, wcisnął enter...

No to głosowanie mamy z głowy:))
 Konkurs pod nazwą " Przyjaźń psa z kotem" na blogu Klub Kota Jasna 8 trwa, a Jasiek i ja zachęcamy do głosowania na nasze zdjęcie.... no bo skoro my nie mogliśmy....:)))

GŁOSUJEMY TUTAJ

albo

  SONDA TUTAJ 

Zakończenie głosowania 24 stycznia.
Dla pełniejszego obrazu dorzucam drugą fotkę, bo nie wiedziałam, na którą się zdecydować:))



Mamy numer 1. PIES SEAN I KOT SUGAR

A skoro postanowiłam już przestać chorować, to spróbuję słowa dotrzymać:)))

Wszystkim Zewsząd życzę dobrego tygodnia, a Babciom Wszystkiego Najlepszego!







piątek, 11 stycznia 2013

Ogłoszenia, ogłoszenia...

Witam Wszystkich Zewsząd.



Po raz drugi bawię się z blogiem "Klub Kota Jasna 8" i wysyłam na organizowany przez Krysię konkurs fotograficzny, zdjęcie moich zwierzaków.
Temat: PRZYJAŹŃ PSA Z KOTEM
Seter irlandzki Sean i  dachowiec Sugar przyjaźnili się bardzo. Pamiętam sytuację, kiedy kocio zgarniał łapką ciasteczka ze stołu, na które czekał psi łakomczuch. Pełna współpraca :)) Razem spali, razem jedli i razem podróżowali do mojego lasu. Patrzenie na tę dwójkę to przyjemność w czystej postaci:)))

Na konkurs wysłałam zdjęcie z dymkami (taki był wymóg styczniowej zabawy). W maleńkim stopniu oddaje ono zażyłość moich czworonogów:)))


Uśmiecham się do tego zdjęcia za każdym razem, gdy je widzę :))
W poprzednim konkursie Sugar znalazł się, dzięki Wam, w pierwszej dziesiątce. Może z pomocą przyjaciela, uda mu się wynik poprawić:))) O rozpoczęciu głosowania oczywiście zawiadomię:))
Zachęcam Was do wzięcia udziału w tej zabawie, bo nadsyłane zdjęcia są fantastyczne:))) Link do konkursu TUTAJ i w bocznym pasku.
A TERAZ POWAŻNIEJSZA SPRAWA.
W tym samym bocznym pasku umieściłam link z apelem Bagragi, która prosi o pomoc w realizacji ważnego projektu.
Przeczytajcie jej apel, bo myślę, że warto się nad nim pochylić. TUTAJ
Pozdrawiam Was Wszystkich Zewsząd bardzo serdecznie i życzę dobrych dni :)))

wtorek, 18 grudnia 2012

Ostatnie bombardowanie:))

Witam Wszystkich Zewsząd.

Założyłam bloga w styczniu tego roku i było już po bombkowym szaleństwie. Dlatego dziś atakuję Was z podwójną siłą rażenia:))))) Jakby co, to do schronu, albo chociaż pod... stół kuchenny...
Uwaga! Zaczynam:))





















 A dla tych, którzy się uratowali....cięższy kaliber:))))



Innego końca świata nie będzie:))))
Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za głosy na Sugara:)) Gdyby komuś zależało, żeby kocio (23) nie wypadł z pierwszej dziesiątki to zapraszam tu:)) GŁOSOWANIE