Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podumanki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podumanki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 lutego 2014

Sercowy remanent czyli mini podumanka :))

Witam Wszystkich Zewsząd

Żeby nie tracić czasu na czcze rozważania, czy to fajne , czy może nie całkiem fajne jest to walentynkowe święto, powiem krótko : serca nigdy za wiele, cokolwiek to znaczy :))
A skoro postawiłam już tezę, którą interpretować każdy może, a nawet powinien, według własnego uznania, to moich argumentów na jej poparcie użyję, że tak powiem, z poziomu semantycznego.
 Bo co by kto nie myślał, serce, jakie jest, każdy widzi... a ja rozejrzawszy się po chałupie mojej, znalazłam ich całkiem sporo, co niniejszym prezentuję :))
Robię więc sercowy remanent, nadmieniając, że owszem owszem, świętuję i moją "Walentynkę", a nawet dwie, podarowałam.....szafie :))


A niżej reszta sercowej prezentacji :)))




























Przemiłego dnia Wam Życzę, a Jasiek, który ma serce wielkości serca dużego wołu, dołącza się do życzeń:))))

P,S. A tak między nami, to myślę, że zawartości serca w tych sercach nie da się żadną miarą policzyć.
Buziaki :)))

sobota, 10 sierpnia 2013

Podumanka o leżeniu.

Witam Wszystkich Zewsząd.


"A tymczasem leżę pod gruszą
A świat obok płynie leniwie
I niczego więcej nie pragnę
Wręcz przeciwnie..."

Wszystko się zgadza i jest jak w piosence Pani Maryli, z wyjątkiem może tej gruszy....

- Jasiek, błagam, posuń się trochę i zabierz to rozgrzane futro z mojej nogi - jęknęłam po raz setny z nadzieją, że te jęki osiągną jakiś skutek
- Sama się posuń, ja nie mam siły.... - jęk Jaśka był jakby bardziej mozolny od mojego i chyba bardziej przekonujący.
- Dżisus! To chociaż ogon przerzuć jakoś...
- No ogon mogę zabrać, ale wtedy mi się łapka zsuwa - poskarżył się właściciel kity i zsuniętej łapy.
- O matko! To co teraz?
- Mamy za małą kanapę - Jasiek podwinął łapę, ale ogon wrócił na moją nogę.
- Albo ja mam za dużego kota - zebrało mi się na ciętą ripostę.
- Było sobie kupić chomika - odpalił Jasiek i przewrócił się na drugi bok. Teraz miałam na nogach i ogon i wszystkie cztery łapy.
- Ja i tak jestem wdzięczna losowi, że ty stonogą nie jesteś...
- Że kim ja nie jestem? - kot łypnął na mnie prawym okiem, bo z łypaniem obydwoma na raz, najwyraźniej miał trudności.
- Nic nic, tak sobie marudzę, gorąco jest...
- No co ty? Gorąco? Ja nie mogę! My tu jakiś piec Martenowski mamy, czy jak to się tam nazywa, a ty, że gorąco! Lepiej sprawdź, na którym biegu jest wentylator, bo może się przełączył. - Jasiek ledwo wysapał całe zdanie, ale do łap i ogona dołożył lewe ucho.
- No idę, idę - zwlokłam się i sięgnęłam do przycisku. - Jest na trzecim, czwartego nie ma, uważaj wracam... - i mówiąc to zaległam z powrotem na swojej części kanapy. Jasiek ani drgnął.

   I tak od trzech dni leżymy pokotem, w towarzystwie robótek, które tez leżą, ale odłogiem, mając zamiast gruszy wentylator, a zamiast trawy za ciasną kanapę...
Czasem nam się zdarzy wstać i wtedy spędzamy słodkie chwile przed otwartą lodówką, dopóki ta nie zacznie ostrzegawczo bulgotać, że jednak lepiej działa, jak jest zamknięta.
Wtedy pozostaje jeszcze łazienka. Ja włażę pod prysznic, a Jasiek siada na brzegu wanny i czeka na kropelki rozpryskujące się radośnie na jego nosie.... No ale ile tak można?
   Tedy wracamy z Jasieczkiem na naszą kanapkę i znowu leżymy, marząc o dalekich wyprawach lodołamaczem w towarzystwie pingwinów ( a właśnie, gdzie się podziały takie fajne lody "Pingwin"?), albo innych białych niedźwiedzi w kierunku bliżej nieokreślonym, ale zdecydowanie na północ....Jasiek chciał nawet poszukać w necie instrukcji budowy igloo...ale na chceniu się skończyło, bo odpalanie laptopa wymagało zbyt wiele zachodu, a nam był tylko jeden zachód  w głowie - słońca i to najlepiej na kilka dni....
I tak sobie leżąc na leżąco, leżymy.
   Takie leżące leżenie ma to do siebie, że im bardziej się leży, tym trudniej leżenia zaniechać. Z czasem też zanikają  odruchy, które w normalnych warunkach leżeniu towarzyszą. W moim przypadku, przestają mi się poruszać palce odwracające strony książki i aczkolwiek jest to czynność zbędna w sytuacji, gdy gałki oczne nieruchomieją na tekście, to jednak przydatna, w momencie, gdy nam rzeczony tekst boleśnie na nos opada.
  Albo taki palec, co to pilotem do telewizora rządzi. Nijak się nie chce uruchomić. Nikt od niego nie wymaga, żeby w taki upał kanały zmieniał, ale żeby wyłączyć tego pudła nie potrafił ?!? Ileż ja się musiałam namęczyć, żeby w środku nocy pozbyć się w końcu widoku sapiąco - jęczących panienek na golasa w towarzystwie, wydających podobne dźwięki, gołych panów. No przecież każdy się męczy w tym upale, a ci z ekranu, bidulki porozbierali się, ale  miejsca dla siebie na kanapie to wcale nie mieli. Ciasnota straszna. To dopiero tragedia w taki upał!  Jasiek to się zmobilizował i tyłem odwrócił, żeby na te męczarnie nie patrzeć. A ja? Ostatkiem sił w końcu ten palec uruchomiłam, żeby sobie spokojnie i bez dodatkowych stresów, poleżeć. Ufff!
  A dziś?
- Jasiu, przymknij okno, bo mi chłodem wieje i deszcz zacina - poprosiłam uprzejmie kota, przekonana, że wciąż leży obok.
- Co mówiłaś? - Jasiek przebiegł przez pokój z prędkością światła.
- Żebyś okno zamknął, bo mi zimno tak leżeć - powtórzyłam nie mniej uprzejmie.
- No to wstań i zamknij - powiedziało coś, co chyba było moim kotem, ale nie zdążyłam się przyjrzeć, bo pognało dalej.
- Co mam zrobić??? Wstać??? Znaczy się przestać leżeć??? O matko! Ale jak to się robi? Jasieeeeeeeeeeeek!

Postawiona przez Jaśka do pionu, pozdrawiam Was serdecznie, nadmieniając, że upały to ja niekoniecznie, ale jesień, zima, wiosna to tak, to bardzo i oczywiście jestem za, a lato to może w...Norwegii?
 Wasza, jakby nie było, jednak..SNOW
P.S. Idę leżeć......nie , no spokojnie, spać idę, późno już. Czy ja wyglądam na konia? Na stojąco nie umiem:))
Dobrej nocy:))

sobota, 29 grudnia 2012

Podumanka na koniec roku.

Witam Wszystkich Zewsząd.


- Jasiek obudź się wreszcie! Ile można spać? Słyszysz?!? - chyba usłyszał , bo zerwał się na równe nogi.
- A co? A o co chodzi, już Nowy Rok jest? Przespałem północ?!?


- O matko! Jaki Nowy Rok? Jeszcze dwa dni do Sylwestra, ogarnij się kocie! - Spojrzałam na sierściucha z politowaniem i już miałam na końcu języka jakiś kąśliwy komentarz, ale w porę refleksja mnie naszła. Bo właściwie, to czemu ma się kocina ogarniać, skoro szczęście znajduje w śnie głębokim, który mu wprawdzie tłuszczyk poświąteczny w brzusiu odkłada, ale i od stresów różnorakich uwalnia:))) Więc czemuż mu nie pozwalać na taki błogostan, chyba tylko z zazdrości jakowejś...
- No to po co mnie budzisz? Takie wielkie myszy mi się śniły, jeszcze większe niż ta od Qrki... - Jasiek był wyraźnie niezadowolony i patrzył na mnie z wyrzutem.
- Oj, przepraszam, przepraszam Cię Jaśku, ja tylko chciałam Ci powiedzieć, że ostatniego w tym roku posta piszę...- tłumaczyłam się dość marnie - ale jak chcesz, to Ty śpij dalej, a ja tu sobie po cichutku w klawiaturę postukam.
- Aaaaaa - Jasiek ziewnął rozdzierająco i umościł się z powrotem w swoim ukochanym koszyku. - Pisz, pisz, a jak już będą te fajerwerki, co to mi spać nie dadzą, to mi opowiesz...- w tym miejscu Jaś ziewnął po raz drugi na znak, że rozmowę uważa za zakończoną, a moim oczom ukazał się dobrze znany obrazek...


No cóż, rozmów z Jaśkiem na koniec roku nie będzie, za to będzie króciutka podumanka :))
Tak po prawdzie, to nie zamierzam myśleć o tym, co rok 2012 mi zaoferował, bo bym się na śmierć zadumała, tyle miał dla mnie atrakcji wszelakich w pakiecie obowiązkowym, nie licząc bonusów, eeeh :))
Czyli nie jest ważne, co się działo, ważne, jak się skończyło....
A koniec był ciepły od uśmiechów, serdeczny od życzeń i pełen dobrych wiadomości. Naznaczony ludzką życzliwością, dobrą książką, ciekawym filmem, nową znajomością i sygnowany....ptaszkomanią, czyli moim maniactwem, które już zacząć leczyć powinnam:)) A co mi tam! Będę sobie wchodzić w Nowy Roczek ćwierkająca jak, nie przymierzając, wróbel jakiś, ale za to z nieustającym przekonaniem, że "jeszcze nigdy nie było, żeby jakoś nie było" :)))
 A może Wam się udzieli? Tego Wam Wszystkim Zewsząd na Nowy 2013 Rok życzę!







I jeszcze post scriptum, żeby w starym roku nie zostawiać długów (wdzięczności :)))


Agnesko, dziękuję i tak się cieszę, że się odnalazłyśmy na tej samej ulicy:))) )



Cheniu Koronczarko, uśmiecham się do Ciebie :))))))))))


A na samiuteńki koniuszek jeszcze jedno.....

- No kurczę, Jasiek, ja Cię kocham, a Ty... śpisz :)))



DO SIEGO ROKU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


piątek, 23 listopada 2012

Podumanka o cieple.

Witam Wszystkich Zewsząd

Wspominałam Wam, że gwałtowna zmiana klimatu z andaluzyjskiego na swojski, łódzki, zaskutkowała u mnie silnym przeziębieniem, które, nie wiedzieć czemu (czyżby?), przeobraziło się w pożar oskrzeli...uhh.
Uziemiona w łóżku, umierałam z nudów bardziej, niż z tego niedomagania, a nie sięgając stołu pracownianego, musiałam się zadowolić wykonywaniem czynności, że się tak wyrażę, bezstolnych :))
- Zrobię sobie ubranko na kubeczek, bo mi herbatka z cytrynką za szybko stygnie - postanowiłam entuzjastycznie i wykorzystując włóczkę, którą swojego czasu, dostałam w prezencie od Ewci (W E-wkowie), wzięłam się za dziarganie warkoczyków.


Między jednym atakiem kaszlu, a drugim, gubiłam oczka i plątałam sploty, ale w znoju nie ustawałam.
Ratunek przybył niespodziewanie w postaci przyjaciółki, która nie bacząc na fruwajace wokół mnie, całymi tabunami, wirusy, przybiegła z okrzykiem :-Na pohybel !- I zaczęła rozpakowywać paczuszki, które ze sobą przytachała.
O matko! Jak mi się ciepło zrobiło! I nie tylko mnie :))



Dostałam dwa cudne kubki w wełnianych ubrankach i wsparcie tak gorące, że poparzone wirusy zarządziły natychmiastowy odwrót!

Robótka poszła w chwilową odstawkę, a ja z dużo lepszym samopoczuciem, odziewałam kolejny kubeczek w cieplutki sweterek. Przebierałam je jak lalki, w dalekim dzieciństwie.


Zamarzyły mi się święta gwiezdne i czerwone, jak wyciągnięty z dna szafy, ciepły sweter....

O taki :)

-Jasiu, co sądzisz o czerwonych dekoracjach na świąteczny czas? - zapytałam kota, z nadzieją, że mnie wesprze w pomyśle.
- A masz czerwony sznurek? Bo tu widzę same białe. - Jasiek sceptycznie zaglądał do koszyka.




-Coś się znajdzie- zapewniłam kota uroczyście i zadumałam się nad fenomenem cieplnym, który przybierając postać wszelaką, raz ciało grzeje, a raz  duszę....
 
Życzę Wam na koniec tygodnia, ciepłych dni i jeszcze cieplejszych wieczorów, wśród  przyjaciół, gotowych .... na wszystko:)))







środa, 10 października 2012

"A gdybym był młotkowym...." Podumanka i list.

Witam Wszystkich Zewsząd


Kiedy zaprzyjaźniona samotna kobieta przeprowadza się do nowego mieszkania, to najpierw nie je i nie śpi po nocach, a potem dzwoni...do mnie. Nie twierdzę, że regułą to jest, ale , nie wiedzieć czemu, przydarza mi się taka sytuacja nader często. Nie, nie twierdzę też, że mi to przeszkadza, że uciążliwe jest, albo, że mi się nie chce. Przeciwnie, chce mi się bardzo, jeno na stare lata mam problem z ...utrzymaniem młotka w dłoni, nie mówiąc o rytmicznym nim postukiwaniu w "coniebądź". Wiertarka i piła też się zrobiły jakieś cięższe i nieporęczne, jedynie wkrętarka wydaje się utrzymywać swoją wagę i nie robić mi wbrew:)) Prawie dwa tygodnie, dwie słabe niewiasty "robiły za młotkowe", ku szczeremu zadziwieniu pewnego sąsiada, który o 22,05 zastukał do drzwi z propozycją (słuszną poniekąd), żeby hałasów zaniechać, bo on w sen błogi chciałby zapaść, a my mu to skutecznie uniemożliwiamy. Kurczę, a zostało 10 cm blatu do przycięcia :))) Poczciwina przyciąć pozwolił, ale na swoje piętro wracał z niedomkniętym otworem gębowym. " I co się dziwisz?" chciałoby się rzec za bohaterką filmu "Jasminum", baby z piłą nie widziałeś? No niech mu tam.
No i okazuje się, że babskie remonty satysfakcję dają nieprzecenioną, bo nie dość, że mieszkanie przytulne wielce się zrobiło, to jeszcze bez ran kłutych i szarpanych się obeszło, a na dodatek nikt nam nad głową męskim basem od blondynek nie wymyślał. Znaczy się dałyśmy radę:))
 Jeden tylko mankament remontowego przedsięwzięcia dojrzałam bardzo wyraźnie. Każdy mój nocny powrót do domu, obrażony Jasiek kwitował jednym zdaniem : " Mogłaś wcale nie wracać, ten duży facet też wie, jak napełniać moje miseczki, a kolana do wylegiwania się to ma większe niż ty". Kocia lojalność, psia mać!

Podumawszy sobie o nieograniczonych możliwościach w kobietach drzemiących, chciałam o jeszcze jednej....
Kiedy tak szalałam z tym młotkiem, świata bożego nie widząc, w innym miejscu Polski, inna, (aczkolwiek dobrze nam znana), kobieta zawiązywała sznureczki na paczuszce, w którą z niewysłowionej dobroci serca i myśli gorących jak piec martenowski, zapakowała rzecz tak cudną, że oniemiałam!


 - Ja chcę, ja chcę rozpakować! - darł się Jasiek- bo śliczny sznureczek na przesyłce uznał za swój własny.
- Jasiek, wynocha, to moja paczuszka - bezceremonialnie odsunęłam kota i cała w emocjach zajrzałam do środka.
- Ten jest mój! Ten jest dla mnie!- rozpychał się kocur na widok kolejnego sznureczka.


 - Ani mi się waż tknąć!- Chciałam też wrzasnąć, ale nie wyszło, bo wzruszenie mowę mi odjęło na dłuższą chwilę.
W paczuszce znalazłam karteczkę tak piękną, że z chwilowa niemota w stan przewlekły się zaczęła przeobrażać...Jasiek chyba zauważył mój stan emocjonalny, bo przysiadł cicho z boku i tak razem wgapialiśmy się w to cudo.


- Co to jest?- zapytał prawie szeptem zadziwiony kot.
- Ach, Jaśku - westchnęłam zachwycona - to karteczka z pozdrowieniami od Marty z Deco-pasji, zobacz, jaka śliczna, z gniazdkiem, które mam na pisance od niej i z ptaszorkami, które uwielbiam, i z ciepłym, kochanym tekstem...
- Ty to masz fajnie - Jasiek wyciągnął się na stole i zamyślił głęboko - do mnie to nikt karteczek z myszami nie przysyła...może mnie nie lubią - zastanowił się i miauknął zrezygnowany.
- Ej, Jasiu, wąsy do góry, przypomnij sobie ile pozdrowień dostałeś od Wszystkich Zewsząd. Jestem pewna, że Cię lubią - uspokajająco pogłaskałam łaciate futerko - jak chcesz, to dam ci kawałek tego sznureczka.
- Pewnie, że chcę- ucieszył się Jasiek - i pozdrów tę fajną Martę - dodał zajęty nową zabawką.

 

- Pewnie, że pozdrowię, a przede wszystkim bardzo podziękuję, za ciepłe słowa, za dobre myśli, za pamięć, za wspaniałą niespodziankę. Marto, jesteś nadzwyczajna !!! Dziękuję.



No i sami widzicie. W takich chwilach młotek staje się lekki jak piórko z karteczki Marty, a perspektywa kolejnego remontu (tym razem w mojej kuchni) to mały pikuś:))
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę dobrych dni.