piątek, 5 kwietnia 2013

Pudło:))

Witam Wszystkich Zewsząd.



- Co będziemy robić? - zapytał Jasiek, widząc, że miotam się po domu, nie bardzo sens w tym miotaniu odnajdując.
- Wiosenne porządki - odparłam zgrzytając zębami i zmieniajac kierunek miotania się z lewego na prawy.
- Cooo????? - Jasiek wyraził jasno swoje bezgraniczne zdumienie.
- Którego słowa nie rozumiesz, Kocie? - zapytałam, zatrzymując się w biegu.
- Yyy, eee... no... tego pierwszego.. , bo porządki to wiem, takie sprzątanie, ale...te...jakieś wiosenne?
- No wiosna, taka pora roku - warknęłam - słonko, ptaszki śpiewają, kwiatki kwitną, w kwietniu jest zazwyczaj wiosna i porządki się robi różne...
- Aaa.... - Jasiek  spojrzał w okno, a potem na mnie - jesteś pewna?
- No chyba , wiem, co mówię - sapnęłam wściekła, stawiając na kanapie różowe pudełka z Ikei - wiosna jest i sprzątam!
- Ano jak tak mówisz, to pewnie jest ta twoja wiosna - zgodził się Jasiek i wskoczył do pudła - ale stąd też jej nie widać.





- Jasiek! Nie denerwuj mnie! Przecież ten cholerny śnieg przestanie w końcu padać....kiedyś ...
- A kiedy? - Pytanie było tak idiotyczne w swojej prostocie, że przysiadłam na kanapie i bezradnie rozłożyłam ręce.
- Nie wiem, kiedy, Jasiu, no właśnie tego nie wiem....
Jasiek przestał się wiercić na dnie kartonu i spojrzał na mnie z troską.
- Oj tam, oj tam. Już się tak nie martw tymi kwiatkami i ptaszkami. Pudło jest fajne, chodź posiedzimy tu sobie i poczekamy na wiosnę, dawaj pokrywkę, jak jest ciemno, to śniegu za oknem nie widać. - Kot umościł się wygodnie i patrzył na mnie wyczekująco - no idziesz?



Właściwie byłam gotowa zamknąć się w tym pudle razem z Jaśkiem i przeczekać. Jedyne, co mnie powstrzymało od czynu tak desperackiego, to wrodzona klaustrofobia i obowiązki bloggerskie.
- Dobra, Jasiu, ty sobie tu czekaj na wiosnę, a ja pochowam zające i  podziękuję dziewczynom za świąteczną pamięć. - Zdecydowałam heroicznie i przymknęłam wieko kociego bunkra.



- Tylko, jakby jednak przyszła ta cała wiosna, to mnie obudź - zadudnił Jasiek z pod pokrywki i po chwili słyszałam już tylko pochrapywanie. Kocio najwyraźniej zapadł w sen zimowy....
- A niech to! - pomyślałam zdesperowana i zniechęcona do wszelkich porządków, nie mówiąc już o tych na "w".
- Skąd Wy bierzecie zapał do działań? Co was napędza do umieszczania fajnych nowych postów? Co jest ze mną nie tak? No nie chce mi się i już. Ehhh....że też większych pudeł w Ikei nie mieli ....
Jeszcze cały kwadrans siedziałam na kanapie i biadoliłam, aż w końcu spojrzałam na lampę i wiszącego na niej aniołka- śpiocha, którego podarował mi Mamonek z Ozdobnika i .....uśmiechnęłam się .



Z wiosną w kwietniu ewidentne pudło, ale ciepło płynące z blogosfery grzeje fantastycznie. I tego się trzymajmy!:))

Dziękuję Wam, Dziewczyny za wszystkie życzenia świąteczne, za karteczki robione łapkami Cheni, Umbrellki, Brujity... za dobre słowa przekazane mailowo (Palmette, dziękuję za piękny list) i telefonicznie, i za pakuneczki od Asi i Malanki.
Paczuszka od tej ostatniej zawierała tyle pastelowej wiosny, że całkiem mi się tego pudła odechciało, a Asiny aniołek dzielnie mi w poprawianiu sobie nastroju, sekundował.



Malanka Falbanka (Sweet Harmony) naszyła dla mnie słodkości w cudne paseczki i dołączyła przeserdeczny list.




Dziękuję Wam, Kochane moje !!!!:)))

A Wam Wszystkim Zewsząd niczego nie życzę..... może, kurczę, sama się domyśli i przyjdzie:)))))













czwartek, 28 marca 2013

Życzenia z nutką nostalgii....

Witam Wszystkich Zewsząd



 SENTYMANTALNY OBRAZEK Z LAT PRAWIE ZAPOMNIANYCH, DOŁĄCZAM WAM DO ŻYCZEŃ ŚWIĄTECZNYCH:))
 KOLEKCJA DREWNIANYCH PISANEK Z SUKIENNIC, KUPOWANYCH, GDY TYLKO MÓJ UKOCHANY KRAKÓW ODWIEDZAŁAM, TO HISTORIA MINIONYCH ŚWIĄT, CO JAKIŚ CZAS O JEDNĄ LUB DWIE PISANKI BOGATSZYCH....
ŻYCZĘ WAM, ŻEBY WASZE ŚWIĘTA BOGACIŁY SIĘ CO ROKU O NOWE, WSPANIAŁE PRZYGODY Z ŻYCIEM I PO LATACH DAWAŁY ŚWIADECTWO CHWIL PRZEŻYTYCH RADOŚNIE I SZCZĘŚLIWIE, JAK MOJE PISANKI, MALOWANE POLSKĄ TRADYCJĄ I NAZNACZONE PAMIĘCIĄ, O TYM, CO W NAS NAJWAŻNIEJSZE.
                                                 SZCZĘŚLIWYCH ŚWIĄT ŻYCZY WAM SNOW.
                                                                                                                                                     

środa, 27 marca 2013

Już nie będę....

Witam Wszystkich Zewsząd.




Obiecuję, ze już nie będę Was męczyć zającami, ale dziś jeszcze muszę.  No ostatni raz.
Nie wiem, co mi się porobiło, ale moje tegoroczne dekoracje, są jajeczno zajęcze z przewagą tych drugich :))
Patrzę z niepokojem na Jaśka, czy mu się uszy niebezpiecznie nie wydłużają, a ogon, wręcz przeciwnie, kurczy...ale widzę, że nie, wszystko w normie, zającomania dotyczy najwyraźniej tylko mnie:))

To zapraszam do kicania po kilku fotkach, a jak Wam się kicanie znudzi, możecie się poturlać z jajami albo pokręcić w kółko z ptaszkowym wiankiem :)))
























- O! Wreszcie jakieś inne zwierzątko! - podsumował Jasiek mój dzisiejszy post:))))

Buziaki! :)))))))))))



piątek, 22 marca 2013

Zajęcza kwestia.

Witam Wszystkich Zewsząd.




- To niesprawiedliwe - oświadczył Jasiek ni stąd ni zowąd,  przerywając  zabawę z myszą.


- Co jest niesprawiedliwe? - Zdziwiłam się i zerknęłam na kota.
- Niesprawiedliwe i już - upierał się enigmatycznie Jaś, ale dalej nie wyjaśniał, co takiego zburzyło jego kocie poczucie sprawiedliwości na tym padole.
- No powiedz, Jaśku, co cię tak oburza? - Nalegałam zaciekawiona kocim problemem.
- Bo co to jest, żeby na Wielkanoc same zające pokazywać! - Wyrzucił z siebie Jasiek i spojrzał na mnie ponuro.
- Hmm, yyy, eee, no wiesz...tradycja taka jest - nie wiedziałam, czy mam kota traktować poważnie.
- Tradycja, tradycja - burczał niezadowolony Jasiek - a co takiego mają te całe zające, czego my koty nie mamy i dlaczego nie stawia się nas na świątecznym stole ...o na przykład wśród bazi....- tu Jasieczek rozmarzył się perspektywą przeleżenia świąt na stole, nie tyle wśród bazi, co w pobliżu świątecznej szynki.
-phh...eeee - chciałam wytoczyć jakieś argumenty, ale Jasiek niezmordowanie ciągnął swoje.
- Takie kurczaki i gęsi to mogą, a my też jesteśmy puchate i ogony mamy dłuższe od tych zajęczych, to czemu nikt kotów na pisankach nie maluje, tylko jakieś durne koguty? Niesprawiedliwe i basta!
= O matko! Jasiu, co ty bredzisz? - próbowałam sprowadzić buntownika na ziemię - widziałeś kiedyś kocięta w koszyczku wielkanocnym?
- No właśnie nie widziałem! I o to mi chodzi. O nas nikt nie pomyślał, ani na te zimowe święta , ani na te wiosenne! Sama widzisz, że sprawiedliwości nie ma. - Zakończył i pewny swych racji, patrzył na mnie wyczekująco.
- No dobra, już ci wyjaśniam - pospieszyłam z odpowiedzią, bojąc się, że mi dyskryminowany kot w depresję popadnie.
- Widzisz, Jasiu, to jest tak. Te wszystkie reniferki, zające i kurczaki to sezonowe i okolicznościowe bywają..
A koty....oooo, z kotami to całkiem inna sprawa, koty, Jasiu, całoroczne są!
- Naprawdę??? Całoroczne?!? - ucieszył się Jasiek i rozejrzał po pokoju, a widząc kocie akcenty, mrugnął lewym okiem.
- No pewnie, Kocie i dużo ważniejsze od zajęcy - dodałam, widząc, że argument trafiony.
-  Rzeczywiście, nie pomyślałem o tym, hmmm... to my jesteśmy ważniejsze od tych głupich królików? - Upewniał się jeszcze - tak?
- Najważniejsze, a ty jesteś poza wszelką konkurencją - pogłaskałam zwierzaka po skołatanej łepetynce. - To już mogę popstrykać fotki świątecznych ozdób?
- A pstrykaj sobie, na te parę dni niech im będzie - zgodził się łaskawie Jasiek i umościł w koszyku. - Jasne, że całoroczne, oczywiście, że na stałe, a im nawet te długie uszy  nie pomogą... - mruczał pod wąsem, wydeptując poduszkę.
 - Koty górą!- zakończył, gdybym miała jeszcze jakiekolwiek wątpliwości.
Ale przecież nie miałam :)))



















Fotki powyżej to moje dekoracje tegoroczne z Home & You i Weltbild, okraszone grafikami z nieocenionego Malowanego Kokona :)))

A na koniec, żeby przełamać zajęczą kwestię, wracam do dziurawych pisanek, które zdołałam wymodzić:)) Króluje wśród nich, ta od Mamonka, reszta, to tylko moje wariacje w temacie odwiertów:)))




U ostatniego "dziurawca" schną reliefy, potem dołączy do szklanego kielicha :))

Słońca ani na lekarstwo, zima śniegiem sypie, jak się to nie zmieni, będę jaja brokatem ozdabiać, uhh!
Buziaki:))



-

środa, 20 marca 2013

Jeden post - jedno jajo, no może dwa...

Witam Wszystkich Zewsząd.



Że co? Że zima? Że śnieg pada i bociany mają problemy z nawigacją, że natura sobie jaja robi?
No na to wygląda, uhhh!!!
Ale żeby aż taaaaaaaaaaak????
Z naturą się kłócić nie zamierzam, a tym bardziej w robieniu jaj z nią konkurować, a prawda jest taka, że wbrew własnej naturze nic zrobić się nie da.
Dremel, owszem, nabyłam, gęsie wydmuszki, a jakże, mam, po instruktaż do samej stolicy pojechałam....  wszystko się zgadzało, więc do produkcji ażurowych pisanek, raźnie przystąpiłam i......
O matko!!!!
Zgrzypiało, piszczało jak u dentysty, śmieciło okropnie, ale to wszystko nic w porównaniu z zapachem, który tym zabiegom towarzyszył. Wydmuszka, jak wiadomo, organiczna jest i piłowana, zapach swój mieć musi. Ale ja go nie mogę znieść!!!!!!
I tu pretensje do natury mam uzasadnione, bo nie dosyć, ze mnie słusznym nosem obdarzyła, to jeszcze tak bardzo nadwrażliwym powonieniem, że pewnej gamy zapachów tolerować nie jestem w stanie. Piłowane wydmuszki,  palone kości przypominające, do gamy tej należą i niech mnie gęś kopnie, jeśli pierwszego miejsca tu nie zajmują.
Co było robić?
W czterech ( w tym jedna pokruszona w drobny mak) , niezdarne odwierty poczyniwszy, odłożyłam narzędzie  (fajne i wielce użyteczne) i wyperfumowana od stóp do głów, żeby o fatalnym zapachu czym prędzej zapomnieć, siadłam do haftowania z ulgą ogromną.
Dziurawe jaja schną, pokryte jakimiś esami floresami i dają świadectwo mojej całkowitej niemożności w ich dalszym tworzeniu. Może je nawet pokażę światu, choć nie warte tego wcale.
Porażka na całej linii!
No to maksymę starą, o oddaniu tego, co cesarskie cesarzowi... sobie przypomniawszy, bardzo ciepło o Mamonku i jej ażurowych cudach, pomyślałam i z wyrokami natury pogodzona, do swoich starych pisanek się uśmiechnęłam:))
Niech tam sobie natura swoje jaja robi, a ja zrobię swoje, prawda Jasiu?
No i to by było na tyle w dniu dzisiejszym:)))
Post dedykuję Kochanej Asi - Mamonkowi z Ozdobnika, TUTAJ , która dokładnie wie, o czym mówię i u której zrozumienia szukając, mam pewność, że je znajdę:))))
Na pociechę ozdobiłam sobie  wielkie jaja biskwitowe, żeby sobie natura nie myślała, że całkiem poległam!



Idę sobie, a Wam , Wszystkim Zewsząd buziaki przesyłam:)))
P.S. Blogger też mi się ostatnio wynaturzył i pozwala co piąty komentarz umieszczać, ehhh to przez tę zimę ....






czwartek, 14 marca 2013

Trzy Gracje :)))

Witam Wszystkich Zewsząd.

UWAŻAJ, TO NIE CHMURY, TO PAŁAC KULTURY ...



- Cały dzień cię nie było!- Jasiek usiadł na stole i wyczekująco postukiwał łapką w blat.
- No rzeczywiście , nie było mnie, a bo co? - Drażniłam się z kociem.
- Bo może się wytłumaczysz, gdzie byłaś ? - Natężenie postukiwania wzrosło wprost proporcjonalnie do pretensji w głosie kota - No gdzie?
- W Warszawie, Jaśku, na spotkaniu byłam, przecież wiesz...
- Ale tak długooooooo? - Stukanie ucichło, ale w głosie Jaśka nic się nie zmieniło.
- Ciesz się Kocie, ze nie zostałam na dwa dni, a mogłam.
- Jeszcze czego!- Jasiek odwrócił się do mnie tyłem i fukał coś pod nosem, co,  jak mniemam, w kocim języku nie uchodziło za wytworne.
- Oj już się nie burmusz, przecież jestem, jak chcesz, to ci wszystko opowiem - zwróciłam się do kociego ogona, machającego na mnie lekceważąco.
- Nie potrzebuję - przód kota wyrażał to samo lekceważenie, co tył.
- Jasiu, nie oszukuj, przecież widzę, ze umierasz z ciekawości i prezent ci przywiozłam....- zawiesiłam głos wyczekująco.
- Jaki prezent? - Wszystkie części kota przyjęły poprawną pozycję, a oczy i uszy zdecydowanie nastawiły się na odbiór.
= Najpierw opowieść, a potem prezent, może być? - Pytanie było w zasadzie retoryczne, bo Jasiek już siedział wyczekująco na klawiaturze.
- Dobra, nawijaj, a fajny ten prezent?
- O matko! Mam interesownego i skorumpowanego kota!- Pomyślałam z rozpaczą, ale dałam spokój etycznym peregrynacjom, bo Jasiek przeniósłszy się na moje kolana, włączył motorek i wlepił we mnie wyczekująco te swoje niebieskie oczęta. Co było robić?

- Budzik zerwał mnie na nogi o 6.15.... - zaczęłam.
- No wiem - przerwał Jasiek - właśnie mi się śniło, że pływałem z delfinami, jak zdzwonił, strasznie hałasował.
- Jasiu, nie przeszkadzaj, bo nigdy nie skończę, a opowieść krótka nie jest - pouczyłam kota, który uświadomiwszy sobie, ze nieopatrznie wydłuża czas oczekiwania na prezent, zamilkł posłusznie.
.... za oknem krajobrazy jak z Kamczatki, a mnie jechać trzeba - ciągnęłam swoją opowieść.
Między łykiem gorącej kawy i kęsem ciasta drożdżowego, upychałam do torby pakunki i pakuneczki, potykając się o własne nogi. Zaspany m. poszedł wydobywać spod śniegu, coś, co parę dni temu wyglądało jak nasz samochód, żeby podrzucić mnie na dworzec.
Pociąg regionalny odjechał punktualnie, wioząc mnie przez syberyjskie śniegi do stolicy. Siedziałam przy grzejniku, przypiekana nierównomiernie z lewej strony, w szaliku ciasno zakutanym, bo górą wiało niemiłosiernie i ściskając w ręku przewód od mp3 , która raczyła mnie skrzeczącą muzyką raz z jednego, raz z drugiego głośnika, bo przez pomyłkę zabrałam zepsute słuchawki. Co piętnaście minut, wielki jak niedźwiedź, konduktor, domagał się, biletu i za każdym razem, robił w nim kolejną dziurę. A swoją drogą, mogliby im dawać dziurkacze ozdobne...uhhh.
Dobrze, że ja ze Szczecina nie jadę, albo z Gdyni jakiejś, pocieszałam się. A mogło i tak być, bo niewiasty oczekujące mnie na dworcu, najpierw spenetrowały pociąg przybywający z tego pierwszego miasta, a potem, za ciosem z gdyńskiego :)))
Kiedy jednostka Łódż-Kaliska - Warszawa wtoczyła się na peron, były już tylko okrzyki powitalne, buziaki i moc uścisków.
Nie wiem, czy stolica była gotowa na spotkanie trzech Gracji, ale nas to zupełnie nie obchodziło.
Mamon, Juta i Snow rozpanoszyły się w Złotych Tarasach i jak zaczęły gadać w okolicach 10.45, to ledwo skończyły grubo po 15ej i to tylko dlatego, że moje męskie dziecię, zrobiwszy kilka daremnych rund wokół miejsca naszego spotkania, siłą mnie w końcu stamtąd wywlokło i zapakowało do samochodu w podróż powrotną.
Głupia zabawa! Za krótko!
- Mówię ci, Jasiu, co to było za spotkanie! - westchnęłam głęboko, przypominając sobie serdeczne uśmiechy na twarzach dziewczyn...
- A o czym właściwie rozmawiałyście? - zaciekawił się zasłuchany kocio.
- Och, Jaśku, o wszystkim jednocześnie! - Entuzjazmowałam się - Tak jakbyśmy się znały od zawsze i tylko dawno nie widziały!  Było fantastycznie!
- I co, i co jeszcze?- Dopytywał się kocur, wiercąc na kolanach.
- I jeszcze było mnóstwo wzajemnych podarunków i wspólne zakupy i zdjęcia... i przysięgi, że teraz to już będziemy się widywać, kiedy tylko się da i na dłużej... ehh, mówię ci, kocie, 13ka to szczęśliwa liczba!
- Fajnie...- rozmarzył się Jasieczek - a następnym razem weźmiesz mnie ze sobą?
- Wiesz, chyba by ci się nie podobało w tym pociągu, ale zdjęcia możesz oglądać i opowiadać ci będę wszystko ze szczegółami.
- Jak tak, to tak - zgodził się mój kosmaty amator podróży - to pokażesz mi te prezenty?
 -Pokażę :)) Ten jest dla ciebie:))


W tym miejscu straciłam kontakt z Jaśkiem na bardzo długo, bo mysz od Jutki okazała się być prezentem na miarę kocich marzeń i nawet ewentualne pływanie z delfinami straciło na swej atrakcyjności:))



Rozpakowywaniu paczuszek z upominkami towarzyszyły takie wybuchy radości, że zabiegani przechodnie, przystawali w zadziwieniu, zapominając, na moment, o celu swojej wędrówki.

Zapomniałam o wszystkich fotkach, tego co wiozłam dla Juty i Mamonka, więc tylko dwa zdjęcia.
Tabliczka, którą zamówiła Jutka, jako znak rozpoznawczy na swoje kiermasze i biscornu dla Mamonka, zaakceptowane przez kociego arbitra:))























Do Łodzi wróciłam obładowana cudami:))






Utkanymi przez Jutkę, aniołem i podkładką (nie licząc myszy dla Jaśka). Jak ona to robi z tym sznurkiem, nie pojmę nigdy :)))

Girlandką (z ptaszorkiem!) i serduszkiem od Mamonka, oraz.....
..... ażurową pisanką, której tajniki powstawania dane mi było poznać i którą, według mistrzowskich wskazówek, poczynić zamierzam :))



Dziewczyny kochane! Dziękuję Wam za cudowne chwile, a także za całą walizę wrażeń i wzruszeń, którą do domu z tej magicznej podróży przywiozłam:))
Jasiek obcałowuje myszkę od Jutki, a ja biorę się za wycinanie wydmuszek, póki bezcenne rady Mamonka z głowy mi nie wylecą....
Relacja z placu boju pewnie niebawem:)))


A Wszystkim Zewsząd życzę jak najwięcej takich spotkań i takich więzi, które w ich wyniku, powstają.....
Serdeczności.